Taki niewesoły początek zimy nas spotkał. wchodże do stajni o poranku początek grudnia jakoś, a koń nie rży na powitanie...nie wystawia łepka...leży na słomie i jęczy:( pierwsze co to myśle- kolka, tfu tfu, tak sie na brzuszek popatrywał...okazuje sie, ze po prostu tak bardzo bolało go kopyto, stawiał je na czubku; stępem troche przeszedł, w kłusie bardoz kulał, w stajni często sie pokładał. doktor zbadał kopytko czułkami, stwierdził mocne podbicie, zalecił okład z otrąb zalanych ciepłym rivanolem. Okłady miał koń dwie doby, potem dwa dni chodzil po padkoku tylko ile sam chciał, czyli mało; potem zaczęłam brać go na lonże, kulawizna zmniejszała się ustapiła, nawet raz pojechałam wierzchem na spacer, potem znów lonże ale kulwizna wróciła, choc już nie taka mocna. znów co noc okłady (rivanol ciepły na wacie, torebka foliowa, taśma klejąca), rano lonża, potem wybieg, tak cały tydzien prawie. Już jest prawie dobrze, odpukać, pojutrze kontrola. Ale widze, ze pacjentowi humor wrócił, już pokazuje rózki na lonży, już ma iskierki w oczach, więcej wychodzi ze stajni połazić, śnieg mu niestraszny bo futerko ma grube. przejada teraz mnóstwo sianka by sie ogrzać, ścielę mu też nie żałując, i tak sobie zime spędza:)

komentarze (1) | dodaj komentarz